Z kim przestajesz takim się stajesz

cloud-600224_640

Kiedy dziecko zaczyna coraz więcej mówić, zapala się w głowach większości rodziców taka malutka czerwona lampeczka pt. „uważaj co mówisz!” I oczywiście nie będziemy nagle mówić do siebie przez „ąę” skoro wcześniej tak nie było, bo nie o to chodzi, ale w język czasem trzeba się ugryźć, czego doświadczyłam ostatnio na własnej skórze, kiedy padło tylko niewinne „kurdę” i Mała od razu podłapała i bezbłędnie powtórzyła. Nie popadam co prawda w paranoję, bo „kurde” nie jest jeszcze jakimś słowem na liście „słów zakazanych” no ale wiecie, rodzicielska lampeczka w głowie się pojawiła i refleksja też.

Dzieci chłoną jak jakaś super ekstra gąbka. Jak już przyjdzie etap, kiedy mają parcie na gadanie to nie ma na nich mocnych. Będą powtarzać na początku niezdarnie, powoli, pod nosem, albo po prostu sobie zapamiętają i nagle niespodziewanie usłyszysz „MiauMiau uciekł!” od prawie dwulatki, biegnącej ze swojego pokoju do rodziców na śniadanie. To parcie ciągnie za sobą pytania: a to? ge? (tłum. mogę), tędy?, cesz? (tłum. chcesz), sprzeciw: nie chce, nie wem (tłum. nie wiem), wyodrębnianie swoich rzeczy: moje to, dzidziusia to, Tosi to często wypowiadane stanowczo i z groźną miną. W ogóle jak dziecko zaczyna się już z Tobą w jakimś stopniu komunikować to masz już z lekka high life! Serio! Powie pić, jeść, siku, spać, boli, – wszystko to czego wcześniej musiałaś się z takim trudem domyślać! Poza tym to działa w dwie strony! Dziecko kuma więcej niż nam się wydaje. No bo patrzysz sobie na takiego Brzdąca i myślisz sobie, po co będę mu kazała sprzątać te klocki przed zabraniem się za puzzle skoro jest jeszcze taki malutki, na pewno nie zrozumie. A guzik prawda! Zrozumie i co więcej posprząta. Musisz tylko na początku mu pokazać może dwa razy, trzy, dziesięć ale w końcu się nauczy i zrozumie, że trzeba odkładać zabawki po skończonej zabawie. Korona dziecku z głowy nie spadnie, nie wyrządzisz mu w ten sposób krzywdy a jedynie zaczniesz uczysz dziecko panujących w domu zasad. Ale wracając do tematu.

Dzieci uczą się przez obserwację najczęściej rodziców, nie jest to nic odkrywczego, to przecież z nimi spędzają większość swojego czasu. To jak mówimy do nich, w jaki sposób rozmawiamy bardzo dokładnie daje odzwierciedlenie w ich sposobie zwracania się do nas i do innych. I wcale nie tyczy się to dzieci starszych ale tych, które zaczynają dopiero swoją przygodę z mówieniem jak najbardziej też. U nas w domu się nie przeklina. Po prostu. Nie jest to jakaś zasada, którą sobie ustaliliśmy, po prostu tak mamy. Jak już się czasem coś komuś wymsknie na głos to raczej nie przy Małej. Siedząc z Tosią za każdym razem jak Mąż przychodził mówiłam z automatu „popatrz, tatuś idzie”, albo „Dasz tatusiowi gryza?”. Nie tata tatuś, samo tak jakoś wyszło i w drugą stronę było tak samo jestem mamuś, mamusia, mamunia. Antosia szybko to podłapała i zamiast mama/tata zaczęła wołać mamuś/tatuś i przeniosło się to na większość naszych bliskich i co najdziwniejsze, w ogóle jej tego nie uczyliśmy. Tośka sama zaczęła zwracać się do cioci ciociuś, do babci babciuś, do dziadka dziadziuś. Zaczęła używać zdrobnień sama z siebie. Zwrot proszę też na stałe wszedł do naszego codziennego słownika i tak w domu rozbrzmiewa rozbrajające Plose tatusiu, Plose mamusiu piciu. Gdy ktoś puka, biegnie do drzwi i też powie „plose” tak jak my czy „cześć”. Powtarza dokładnie to jak my się względem siebie i innych zachowujemy, kropka w kropkę. Tyczy się to tak samo mowy jak i czynów. Dla przykładu: zabieram się za wycieranie kurzy w pokojach. Biorę ściereczkę a za mną biegnie Tosia i mówi „Tosia też”. Daje jej ściereczkę i wyciera swój stolik w pokoju pytając „jesce?” „już?. I nikt jej do tego nie zmusza. Robi to bo chce, bo jej się to podoba, bo może przez chwilę zrobić coś co robią dorośli. Rozdaje dzieciom przekąski, daje gościom swoje misie lub dzieli się czekoladkami.

I właśnie dlatego, jestem zwolennikiem nieustającej czujności w kontaktach z moim Maluchem. Widząc jak małpuje wszystko co zaobserwuje, wiem że jest to właściwy moment aby zacząć uczyć ją wrażliwości, dobrego wychowania, uprzejmości czy wdzięczności. I co z tego, że dopiero niedługo skończy dwa latka? Jakie to ma znaczenie? Nie zabieram dziecku dzieciństwa ucząc go zwrotu proszę czy dziękuję albo pokazując, że po skończonej zabawie dobrze jest odłożyć wszystko na miejsce i że grzecznie jest podzielić się z kimś czekoladką. Dzieciństwo ona ma pełną gębą i naprawdę da się to pogodzić z nauką manier i dobrego wychowania. Jest to trudna praca, wymagająca cierpliwości, uśmiechu, ROZMOWY i TŁUMACZENIA dziecku dlaczego postępujemy tak a nie inaczej, ale wierzę, że ma to ogromny sens, więc wyzwanie podjęłam i nie mam zamiaru odpuścić. Uważam, że dobro wraca ze zdwojoną siłą i warto tego dobra uczyć swoje dzieci.

 

2 Comment

  1. Też jestem na tym etapie 🙂 Starszy ma już 4 lata, ale jeszcze żadnego przekleństwa nie słyszałam, bo i w domu nie przeklinamy…. w każdym razie nie przy dzieciach 😉

    1. Ekstra! Bo czasami zdarzyło mi się usłyszeć już od czterolatka soczyste K 🙂

Dodaj komentarz