Wielkie halo o odzyskanie formy po porodzie

11211795_10205233591231090_2117903539_o_1

Nie wierzę, że jest taka kobieta, która ani razu będąc w ciąży nie zastanawiała się, czy da radę powrócić do swojej wcześniejszej wagi. Albo po porodzie patrząc na swój niezbyt urodziwy brzuch myślała, że to jest niemożliwe, żeby znowu w tym miejscu pojawiły się jakieś mięśnie. Ja tak miałam, miało tak też wiele znajomych i na pewno ma tak niejedna kobieta.

W 9 miesiącu ciąży mój brzuch był ogromny, monstrualny. Twarz była opuchnięta, stopy zamieniały się w balony i założenie buta graniczyło z cudem. Było mi niewygodnie, Małej zresztą też – nie mogła znaleźć sobie dogodnego miejsca i wierciła się, przekręcała lądując najczęściej pod moim lewym żebrem, wywołując uczucie nieustającego kłucia. Czułam się niezbyt urodziwie i wtedy z pomocą przyszła moja szwagierka, która namówiła mnie niecały miesiąc przed rozwiązaniem na sesję brzuszkową i to była naprawdę fantastyczna decyzja. Zrobiła mi piękny makijaż, założyłam sukienkę w której czułam się swobodnie i mniej jak wieloryb, zabrała mnie w pięknie kwitnący sad i zrobiła mi przepiękne ciążowe zdjęcia. Świadomie mówię „mi”, bo dzięki tej sesji poczułam się znowu kobieco, pięknie i wyjątkowo. I taki stan nie opuszczał mnie aż do samego porodu, ba! nawet po nim, czułam się pięknie i szczupło! Z przyjemnością włożyłam jeszcze luźną, ale już nie tak odstającą tunikę przy wyjściu ze szpitala i zrobiłam sobie makijaż. Czułam się ekstra!

Po powrocie do domu postanowiłam sobie, że wagą przejmować się nie będę. Zresztą, umówmy się, na samym początku w ogóle nie masz do tego głowy, poza tym ćwiczenia przez pierwsze trzy miesiące nie wchodziły w grę, wszystko musiało się w miarę unormować – w organizmie i w domu – Noworodek wywraca życie do góry nogami i codziennie uczysz się dzięki Niemu nowych rzeczy. Małą karmiłam piersią i choć miałam w 3 tygodniu kryzys, bo Antonina miała skok rozwojowy i potrzebowała więcej pokarmu, nie poddałam się. Przez dwa-trzy dni karmiłam ją non-stop, aż organizm się przestawił i zaspokajał potrzeby żywieniowe Dzidziula. Antosia rosła, pokarmu było dużo, a waga zaczynała spadać. Przez pierwsze trzy miesiące uważałam na to co jem, głównie serwowano mi rosołek i dania na parze, o czekoladzie zapomniałam i zastąpiłam je biszkoptami. Waga w pewnym momencie się zatrzymała i nie szła ani w jedną ani w drugą stronę. Nie powiem, trochę to było frustrujące, no bo która kobieta nie marzy o tym, żeby tak samo z siebie wszystko wróciło do poprzedniego stanu? Która? Zwłaszcza jak masz taką zachętę na samym początku?

Musiałam jednak zdać sobie sprawę, że sorry ale samo to się nic nie zrobi i trzeba ruszyć tyłek, po prostu. Ale na zdawaniu sprawy w zasadzie przez długi czas się skończyło. Poza tym odchudzać się nie chciałam, nie czułam takiej wielkiej potrzeby. Mieściłam się w większość pociążowych ciuchów, jedyne co pragnęłam to jakikolwiek zarys mięśni na ciele i to sprawiało, że czułam się nie za dobrze w swoim ciele. Postanowiłam, że zacznę ćwiczyć. Tak jak w ciąży ćwiczyłam w miarę możliwości regularnie, tak po już nie było tak kolorowo. Początki są okrutne. I choć zaczęłam delikatnie od ćwiczeń mięśni brzucha – tylko 10-15 minut, to zakwasy pojawiły się jeszcze tego samego dnia, co pokazało jak strasznie słabe jest to wszystko w środku i jak wiele czasu, wysiłku i samozaparcia będzie trzeba, żeby było widać pierwsze efekty. Dosyć szybko entuzjazm mi przeszedł zastępując to wszystko dawką demotywacji. Brzuch po ciąży jet naprawdę… dziwny. Nie mogę powiedzieć, że byłam gruba – nie, to zupełnie inaczej wygląda. Brzuch bez mięśni jest wiotki, miękki i lekko wisi. Tak niestety jest. Może są jakieś kobiety, które bez żadnego wysiłku mają od razu płaściutki brzuch, wcięcie w tali, smukłe nogi, ja wpisywałam się w poporodowy standard z całym tym pociążowym zwisem. Taki lajf. I choć słyszałam od innych „jej jakaś ty szczuplutka” to się tylko uśmiechałam i nie mówiłam nic. Bo niby co miałam mówić? Po prostu problemem wcale nie była tutaj moja waga, nią się nie przejmowałam, przerażał mnie brak mięśni. Nie chciałam jakoś super schudnąć chciałam po prostu na nowo poczuć się sobą, polubić swoje odbicie w lustrze i zakładać bardziej przylegające ciuchy. W końcu się zawzięłam i ćwiczyłam ten brzuchol trzy razy w tygodniu lub jak tylko Antosia dała mi taką szansę i mimo że efektów długo nie widziałam jakoś było mi tak lepiej z tymi ćwiczeniami, lżej. Powoli, zaczynałam się sobie podobać i wtedy zapaliła mi się lampka w głowie.

Wcale nie chodziło mi o zrzucenie zbędnych kilogramów, o czym już wspomniałam – one jakoś uciekły przy karmieniu i przy wszystkich obowiązkach, nawet bardzo nie chodziło o te nieszczęsne mięśnie – chodziło mi o zrobienie czegoś co da mi poczucie, że o siebie dbam. Chodziło o motywację i kopniaka. O samoakceptację. Wcale nie musiałam ćwiczyć, żeby podobać się Mężowi, On mnie przekonywał że wyglądam pięknie i szybko wróciłam do swojej figury. Mówili to znajomi, rodzina ale nie mówiłam sobie tego ja. Szukałam akceptacji ale nie wśród innych, szukałam jej u siebie. I jak tylko to odkryłam poczułam się tak, jakby ktoś zdjął mi z barków ogromny ciężar, bo znalazłam powód przez który tak źle się ze sobą czułam i tym powodem byłam ja sama. Poprawił mi się humor i zaczęłam inaczej podchodzić do swoje figury i do ćwiczeń. Robiłam to wszystko dla siebie, zaczęłam to traktować jak odskocznię i przyzwyczaiłam się do ruchu, wysiłku – nawet zaczęło mi to sprawiać satysfakcję. I choć nie ćwiczę regularnie, bo nie zawsze mam czas i zdrowie czasami nie dopisze a do mojej wymarzonej figury jeszcze daleko to jestem zadowolona i w pełni akceptuję to jak wyglądam. Zaczęłam siebie lubić a całe to przeżywanie ciążowego i pociążowego brzucha uważam już za zbędne i zamknięte i bardzo… cóż, dziecinne. Każda kobieta przez to przechodzi, nie ma sensu się tak samobiczować. Trzeba o siebie po prostu dbać, robić wszystko co sprawi że poczujemy się lepiej ze sobą. Mam nadzieję, że te doświadczenia pomogą mi kiedyś podczas drugiej ciąży i rozmiar brzucha i wizja powrotu do formy nie będzie już wtedy taka przerażająca a po prostu normalna.  A na przypieczętowanie tego serwuję kilka zdjęć z brzuszkowej sesji 🙂

11209642_1584300831855579_5942469386797231524_n_1

11211795_10205233591231090_2117903539_o_1

11204740_10205230336549725_1262707292_o

 

Dodaj komentarz