Zębowy ambaras

bedtime-1326226_1280

W rzeczywistość mamy na bardzo długo – jak chyba nie na zawsze – wpisują się nieprzespane noce. Na pierwszy ogień idą nocne karmienia, tulenie, lulanie i inne takie. Później albo nawet w tym samym czasie dochodzi katar, choroba i zapchany nosek. Koszmar. Gdy dziecko jest starsze i wydaje Ci się, że nieprzespane noce odeszły w zapomnienie okazuje się, że Twoje Małe nie ma zamiaru spać pod kołderką i w środku nocy słyszysz dobitne „Nie ce kolderki!!”. I chcąc nie chcąc musisz iść, podnieść wyrzuconą z impetem „koudre” i podać najgrubszy jaki masz w domu kocyk, który to zaakceptuje Twoja latorośl i sprawi, że nie zmarzie w coraz to zimniejsze noce.

Nocne pobudki zdarzają się też bo: siku, buziak, „mamusiu zaświeć światło”, bo ciemno, bo zgubiłam kotka, bo już nie ce spać (godzina 3:40), bo piciu, bo serek, bo nie ce tej pizamy bo… bo… bo… Powodów na nocne pobudki 2,5 letnie dziecko, które już świetnie mówi wymyśli tysiące jak nie miliony. Ale jedna rzecz, która towarzyszy nam do dziś to pobudki z powodu zębów.

O losie – ząbkowanie to jedna z tych rzeczy, która masz wrażenie, że ciągnie się wieki i nigdy, przenigdy nie przestanie. A jak pomyślisz, że masz to za sobą to wróci do Ciebie jak bumerang i to w postaci wychodzącego trzonowca, który okazuje się, że jest w fazie „wierzchołka góry lodowej”! Tragedia! –  bo ząbkujące dziecko to niespokojne dziecko, rozdrażnione dziecko, płaczące non stop dziecko, często gorączkujące i zakatarzone dziecko. Dodaj do tego zatkany nos z powodu kataru „od zębów” i ból dziąseł i masz jak w banku, że przynajmniej dwa – trzy razy wstaniesz w nocy. Ale to naprawdę da się przeżyć. Mamy są chyba z natury wyposażone w mega wytrzymałość i odporność na brak snu. Naprawdę, po pewnym czasie orientujesz się, że w sumie to przywykłaś do tego stanu rzeczy. I mówi Wam to mama, która do swojej latorośli wstawała dwa – trzy razy w nocy do ukończenia przez Tosię 15 miesięcy :). Także ten. Da się :). Poza tym to całe wstawanie w nocy – bo zęby – przełkniesz, zwłaszcza, że ten Twój bąbel nie jest winny temu, że go boli. Potrzebuje mamy i już. Trzeba przyjąć na klatę i dzielnie wstać, utulić, dać buziaka i jeszcze tysiąc innych rzeczy, które sprawią, że maluch poczuje się dobrze i bezpiecznie.

W ogóle, zęby są kolejnym tematem, z którym zderzasz się już pierwszego dnia po porodzie. Mimo że nie doszukasz się u swojego maleństwa nawet kropeczki, która mogłaby świadczyć o uzębieniu, w szpitalu już Ci powiedzą, że należy myć dziąsła. Myjemy dokładnie dziąsełka zamoczoną w ciepłej wodzie gazą. Od pierwszego dnia wprowadzamy profilaktykę bo stan zębów mlecznych ma wpływ na stan zębów stałych! Kompletnie o tym nie wiedziałam! Bo niby skąd? Nie jest lekarzem poza tym, nikt Ci nie opowiada jak jesteś w ciąży co będzie jak już nie będziesz i na świecie pojawi się Twój Maluszek a już na pewno nie o zębach…

Tak więc – starałam się bardzo sumiennie dbać o te małe bezzębne dziąsełka do momentu pojawienia się pierwszego ząbka. I oprócz oczywistej dumy i szczęścia, trzeba było się zmierzyć z tematem dbania o tego rodzynka. Na początek do mycia ząbka wystarczyła malutka silikonowa szczoteczka nakładana na palec lub po prostu z rączką. Ta z rączką sprawdzała się o wiele lepiej, bo Tosia chętnie sama po nią sięgała – traktowała ją troszkę jako gryzak, ale przy tym szczoteczka robiła swoje. Z pojawieniem się kolejnych ząbków, przerzuciłam się na mięciutką szczoteczkę z włosiem. Myłyśmy ząbki przynajmniej dwa razy dziennie zwilżoną wodą szczoteczką. Ta silikonowa nadal była w użyciu, głównie przez samą Tosię, ale zdecydowanie mniej niż na samym początku.

Gdy Dzidziul skończył roczek przyszedł czas na pastę do zębów. I tutaj pojawia się nie lada wyzwanie. Mimo że pasty na szczoteczkę nakłada się tyle co ziarnko grochu to i tak nie dawał mi spokoju fakt, że większość past dla takich maluchów jest z fluorem a Antonina kompletnie nie potrafiła wypłukać buzi. Zamiast wypluć wolała połknąć, a co! Mama nie może mieć tak łatwo, niech się kobieta trochę wysili i pokombinuje. Po przewertowaniu internetów i konsultacji z moim stomatologiem postawiłam na niesmakową pastę do zębów z Ziaji bez fluoru. Przyznam się Wam, że z premedytacją wybrałam bezsmakową bo skoro mój mały urwis i tak połykał wodę zamiast ją wypluć i zdarzyło jej się wylizać pastę ze szczoteczki (dosłownie) to stwierdziłam, że nie dam jej dodatkowej zachęty w postaci smacznej pasty. Okropna jestem, wiem – ale chyba działało bo pasta zdecydowanie dłużej gościła na szczoteczce!

Skoro wybrałam już szczoteczkę, pastę i wprowadziłam naukę wypluwania wody (w najśmielszych snach nie myślałam, że będę uczyła swoje dziecko pluć! :D) trzeba było zacząć uczyć władania tą szczoteczką. Codziennie zęby myłyśmy razem. Nakładałam pastę na swoją szczoteczkę a Tosi moczyłam w wodzie i dawałam do rączki. Patrzyła uważnie bądź mniej uważnie na to co robię, wkładała swoją szczoteczkę do buzi i powoli zaczęła kombinować. Gdy trochę się pobawiła, nakładałam jej pastę i z piosenką na ustach „Myję zęby bo wiem dobrze o tym…” starałam się jak najdokładniej umyć jej ząbki. Potem tylko kubeczek z wodą , która przez baaaardzo długi czas była po prostu wypijana  i zęby były czyściutkie.

Teraz nasze mycie zębów nadal jest w formie zabawy – bo w pewnym momencie miałyśmy bunt na pokładzie, zaciśnięte usta i ucieczka z łazienki. Więc teraz z odgłosów dochodzących z naszej łazienki dowiecie się ja ryczy lew, wilk, groźny pies i inne takie w wykonaniu 2,5 latki, która w ten sposób otwiera szeroko swoją buziunię żeby mama mogła wymyć wszystkie małe brudki. Gdzieś w międzyczasie pojawi się głośne „Szczotko, szczotko hej szczoteczko o!o!o!…” i „mamusiu teraz ja Ci umyje” i zabawa z wypluwaniem wody tak żeby nie zalać bluzki. Pasta jest już z fluorem a we władaniu szczoteczką z każdym dniem jest coraz lepsza. To wszystko sprawiło, że ostatnio Antosia sama upomina się o mycie zębów mówiąc np. „mamusiu, choć umyć zęby bo mam całe w lizaku!” i sprint do łazienki zanim jeszcze dotrą do mnie te słowa.

Skoro z myciem zębów jesteśmy zaprzyjaźnione szykujemy się na pierwszą wizytę u dentysty! Okazało się, że z pomocą w zaznajomieniu Małej z tematem, przyszła kupiona kiedyś kiedyś książeczka z historyjką o misiu, którego bolał ząbek! Tosia tak polubiła tę historię, że czytamy ją codziennie po kilka razy. A temat dentysty tak się zakorzenił w domu, że Antonia bierze swoje misie i leczy im ząbki mówiąc „Nie bój się miś. Będzie dobrze”! Uczucie wspaniałe ale żeby ta piękna stomatologiczna teoria przełożyła się na cudowną rzeczywistość w gabinecie. Oby! Trzymajcie za Tosię kciuki, żeby nie wpadła w panikę i nasza pierwsza wizyta u dentysty okazała się łatwa, lekka i przyjemna! Wybieramy się po nowym roku – a wy macie to już za sobą?

 


Jeśli spodobał Ci się ten wpis i uważasz, że warto go przeczytać, będę bardzo wdzięczna jeśli wyrazisz to w komentarzu, dasz like lub nawet udostępnisz 🙂

Zapraszam także do polubienia fan page Oh Mummy! na Facebooku, oraz obserwowania nas na Instagramie 🙂

2 Comment

  1. Paulina says: Odpowiedz

    W jakim wieku pierwsza wizyta u dentysty?

    1. U nas 2,5 roku. Wszystkie zęby mamy już na wierzchu – na szczęście 😀

Dodaj komentarz