Wyzwanie rodzica

ducks-2683033_1280

Kiedy miałam 7 lat dostałam swój pierwszy pamiętnik. Strzegłam go pilnie i bardzo o niego dbałam – był cały w egzotycznych zwierzątkach na ciemno zielonym tle – pomijam już fakt pierwszych objawów pedantyczności :D. Piękny, bo mój i skrywał dziecięce dobre słowa od kolegów, koleżanek i nauczycielek. Przechodził on z rąk do rąk, spełniając przy tym swoją cudowną rolę zachowywania najwspanialszych wspomnień i życzeń, aż trafił do mojej wychowawczyni, która na zakończenie swojego wpisu dodała bardzo istotne jak się w życiu okazało słowa: „Na dalszą drogę życia weź te czarodziejskie słowa: proszę, dziękuję, przepraszam i w sercu je zachowaj.”

Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie, że jestem mamą – tuliłam wtedy moją maleńką Antosię na sali porodowej i wiedziałam, że przede mną nie lada wyzwanie. Z początku wydaje Ci się, że Twoją najważniejszą rolą jest żeby dobrze ją nakarmić, przewinąć, umyć, utulić do snu. Ale szybko orientujesz się, że to wszystko jest jakby obok a Twoją prawdziwą misją jest budowanie zaufania tego maleńkiego człowieka, sprawienie, że czuje się bezpiecznie, dobrze, że jest kochane i szanowane. Ale wiecie co? Z każdym dniem dochodzą kolejne obowiązki rodzicielskie i teraz wiem, że nigdy nie powiem sobie, że dałam już swojemu dziecku wszystko, że teraz może radzić sobie całkiem samo.

Ostatnio nawet rozmawiając z mamą mojego Męża, usłyszałam, że dzieci potrzebują mam non stop ale w tym „non stop” istnieje „długo, długo nic” aż w końcu wracają. To ‚długo, długo nic” to głównie czas szkolny, licealny, kiedy dzieci nawiązują przeróżne znajomości i wtedy to znajomi są numerem jeden, ale przychodzi czas, kiedy wracamy do rodzica. I tak sobie analizując te słowa doszłam do wniosku, że faktycznie tak jest. Większość z nas będąc dzieckiem nie wyobrażało sobie życia bez mamy. Wystarczy wspomnieć łzy w przedszkolnych szatniach. Później poznajemy znajomych, wchodzimy w okres nastoletni i wtedy rodzi się w nas bunt i chęć bycia niezależnym i dorosłym. Bunt mija zazwyczaj na studiach, kiedy zderzamy się z rzeczywistością. To jest moment, kiedy przypominasz sobie wszystko to co mówili Ci rodzice – co teraz jest bezcenne a wcześniej uważaliśmy za zawracanie tyłka. I może nie każdy przeżywa swój wielki come back w relacjach z rodzicami ale na pewno nie raz wspomina jakieś słowa, które zostały mu powiedziane i przekazuje je dalej: narzeczonemu, mężowi, dzieciom.

Dziś już wiem, że skakanie po krzesłach jest groźne i może skończyć się wizytą w szpitalu, wiem też jak ważne są zdania „trzeba chodzić w kapciach”, „musimy założyć czapkę bo jest zimno”, „nie skaczemy po schodach”, „nie wolno biegać przy ulicy” i wiele innych. Ale przede wszystkim wiem, jak ważne jest nauczenie dziecka kilku słów: proszę, dziękuję, przepraszam. Jestem szczęśliwa kiedy słyszę od Tosi „dziękuję mamusiu” kiedy przynoszę jej coś ze sklepu, podaję obiad albo picie. Wzruszam się słysząc „proszę” kiedy podaje mi kawałek mandarynki, pusty talerz po śniadaniu albo najzwyczajniej chce mnie o coś poprosić. Cała złość się ze mnie ulatnia kiedy ten mały człowieczek powie „przepraszam mamusiu” kiedy coś nabroi. I to nie jest tak, że „wytrenowaliśmy” te nawyki (w ogóle słowo trenować w wychowaniu powinno nie istnieć), zresztą nie wiem czy w ogóle tak się da. Te słowa po prostu u nas w domu funkcjonują. Dziękujemy, prosimy i przepraszamy wszystkich bez wyjątku. Przepraszam Tosię jak coś zrobię nie tak, jak niepotrzebnie się uniosę albo zezłoszczę, proszę ją jak chcę żeby coś zrobiła i dziękuję kiedy coś dla mnie zrobi. Nie wyobrażam sobie inaczej i już. Traktuj innych tak samo jakbyś ty chciałbyś być traktowany – ot cała filozofia. Nie da się wymagać od dziecka czegoś, czego sami od siebie wymagamy bo to jest czysta hipokryzja.

I tak pisząc ten tekst uświadamiam sobie jaki ogrom pracy jest jeszcze przede mną i przed moim Mężem aby jak najlepiej wychować swoje dziecko w atmosferze zrozumienia, szacunku, szczęścia i miłości. Wiem, że to będzie ogromnie trudne i wiem też, że to zadanie na całe nasze życie. Ale całkowicie tego świadoma – podejmuje wyzwanie! A Wy?

Dodaj komentarz