Do wychowania dziecka potrzeba całej wioski ale nie wioski wścibskich ciotek

burma-1458406_640

Odkąd zamieniłam spacery solo z wielkim brzuchem na spacery z wózkiem i małym Szkrabem wszędzie napotykam na „życzliwe” osoby, które na temat mojego dziecka i sposobu jego wychowania wiedzą wszystko a przede wszystkim wiedzą najlepiej a ja jestem tylko nieudolną dziewuchą, która próbuje bawić się w bycie mamą. I serio powoli mam już tego po dziurki w nosie.

Czy pada deszcz, czy świeci słońce, czy jest -5 czy +25 droga mamo KAŻDA pogoda na wyjście z domu z dzieckiem jest ZŁA. I tyczy się to dzieci w każdym wieku, choć powszechnie wiadomo, że im mniejsze tym gorzej dla Ciebie bo zanim zdążysz zamknąć drzwi domu to napotkasz już pierwszą „ciotkę dobra rada”, która mimochodem i niedbale rzuci krótkie „nie jest zbyt wietrznie dla takiego Maluszka?” i uśmiech się do Ciebie pobłażliwie myśląc zapewne o tym jaką jestem samolubną dziewuchą, bo narażam dziecko na taki wiatr! I to najlżejszy kaliber jakim możesz oberwać między oczy, bo ciocie dzielą się na cztery kategorie.

  1. Pierwsza z nich to ciotka-za-moich-czasów, której specjalnością jest delikatna sugestia zmiany Twojego zachowania i/lub metod wychowawczych. Zaczyna się niewinnie. Stoisz w kolejce po chleb, przed Tobą jeszcze 5 osób, za Tobą ONA. Po 3 minutach Dzidizul zaczyna się niecierpliwić i zaczyna to pokazywać coraz głośniej i głośniej. Nachylasz się do Niego i starasz się odwrócić uwagę od panującej nudy, zagadujesz więc, bawisz się w kuku, pokazujesz różne rzeczy w sklepie, czasami dajesz pić lub coś do przegryzienia, w 90% wystarczy zacząć z Dzieckiem rozmawiać i wszystko wraca do normy. Gdy myślisz, że sytuację masz opanowaną to w pewnym momencie słyszysz głos za sobą „Maleństwo się denerwuje, nic dziwnego, przecież nie ma dla niego tutaj nic interesującego”. Myślisz sobie „ok, ta Pani akurat rozumie sytuację” ale ledwie zdążysz to sobie pomyśleć dostajesz ZŁOTĄ RADĘ – „Wiesz kochana, za moich czasów nie można było sobie pozwolić na takie nadskakiwanie dziecku. Nie było na to czasu. „…. Serio? Może jestem w błędzie ale wydaje mi się, że chęć sprawienia by moje Dziecko nie przeszkadzało innym w zakupach nie jest aż tak karygodną rzeczą… Rozmawiam, staram się tłumaczyć lub po prostu odwrócić uwagę i nie skaczę przy tym jak pajac i nie wyciągam Dziecka z wózka bo ono aktualnie tego dobitnie żąda. Czasami jak sytuacja jest patowa i Antonina nie chce się uspokoić po prostu z nią wychodzą i wracam jak się uspokoi. Odwracanie uwagi, rozmowa lub dawanie picia nie uważam za nadskakiwanie dziecku. Ale ok, takie rady jeszcze nie są takie złe bo ogólnie można by powiedzieć, że Pani trochę sytuację rozumiała ale miała nieodpartą potrzebę podzielenia się swoim doświadczeniem.
  2. Druga z nich to ciotka -pytająca-powątpiewająca – to właśnie od niej usłyszysz „nie za zimno na spacerek?” z uśmiechem na ustach, lub „nie za gorąco jej w tym sweterku?”, „nie jest zmęczona?”, „może jest głodna?”. Wydaje mi się, że takich Pań jest wokół mam najwięcej. Zaczepiają Cię bez żadnego ostrzeżenia w sklepie, w parku, przychodni, placu zabaw, po prostu WSZĘDZIE. Niby są miłe, niby to nie przeszkadza jeszcze za bardzo ale i tak Cię wkurza bo podważa Twoją zdolność samodzielnego myślenia i dbania o własne dziecko. Sugerują Ci, że to nie jest odpowiednia pora na spacer, że dziecko jest źle ubrane, że dziecko jest głodne itd. itp. Czują potrzebę poradzenia Ci ale z drugiej strony nie chcą wyjść na kogoś kto wtyka nos w nie swoje sprawy, więc zadają Ci pytanie abyś sama mogła wpaść na to, że postępujesz niewłaściwie.
  3. Ciotka-wszechwiedząca – jak dla mnie jeden z najgorszych typów, bo nie dość że spotykam je coraz częściej to jeszcze są czasami tak niemiłe, że zalewa Cię krew po każdym wypowiedzianym zdaniu. To typ, który nie będzie się z Tobą wdawał w polemikę, powie swoje, wkurzy Cię na maksa i pójdzie dalej. To od niej usłyszysz „Czemu to dziecko nie ma czapki? Zaziębi się!”, „Przykryłabyś to dziecko, patrz jak wieje”, „Takie zimno a Pani tak bierze Dziecko do sklepu”, „Dziecko w jej wieku nie powinno pić takiego soczku”, „Niech Pani rozepnie trochę to dziecko bo się ugotuje!”. Masakra, po prostu masakra. Naprawdę trudno wtedy ugryźć się w język. Nie jestem z natury kłótliwą osobą i zazwyczaj olewam te wszystkie cudowne rady i bez słowa mijam ciotkę-wszechwiedzącą zostawiając ją zapewne z myślą, że nie dość że o dziecko nie potrafi zadbać to w dodatku jest bezczelna.
  4. Ostatni typ ciotki to dla mnie coś nowego – ciotka-wszechwiedząca-nieznosząca-sprzeciwu. Na dworze -5, bezwietrzny dzień. Dzidziul ubrany w podkoszulek, bluzkę, polarową bluzę, rajstopki, getry na to kombinezon, czapka, szalik, kozaki i rękawiczki rzecz jasna. Idziemy piechotką, bez wózka. Mijamy Panią na oko 60-parę lat i za plecami słyszę „Nie boisz się takiego mrozu?” wypowiedziane dosyć ostro. Odwracam się i uśmiecham naprawdę życzliwie i odpowiadam, że nie, bo nie jest tak zimno a Dziecko jest naprawdę ciepło ubrane. Pani spojrzała na mnie wściekle i bardzo zdenerwowana oświadczyła „Jak Ci dziecko zachoruje to jeszcze wspomnisz moje słowa!”. Zapomniała tylko do tego zdania dodać „gówniaro” na końcu. Nie odpowiedziałam tej Pani nic, po prostu zabrakło mi słów. Zresztą cokolwiek bym nie powiedziała, doprowadziłabym być może do naprawdę bardzo nieprzyjemnej dyskusji.

Niektóre z powyższych sytuacji potrafią mnie wyprowadzić z równowagi i mam na końcu języka tysiące odpowiedzi ale czasami to po prostu nie ma sensu! Ciotki i tak nie posłuchają, wdasz się tylko w bezsensowną dyskusję, która do niczego nie zaprowadzi. Najczęściej odpowiadam ciotkom-pytająco-powątpiewającym bo z nimi najłatwiej uciąć temat. Typ numer 3 i 4 to po prostu czasami wstrętne babska, które wtykają nos tam gdzie nie trzeba, szukając jakiejś ofiary, na którą będę mogły wyrzucić całe swoje niezadowolenie i tylko czekają aż wejdziesz z nimi w dyskusję. Co jest totalnie bezsensu bo tylko bardziej Cię wkurzą. Osobiście wolę olewać, przejść obojętnie bez żadnego komentarza i udawać że nie słyszę. Bo naprawdę NIE INTERESUJE mnie co całkowicie obca mi osoba ma do powiedzenia na temat mojego dziecka, mnie lub moich sposobów wychowawczych. Nie obchodzi mnie, że myśli że jestem gówniarą, która nie potrafi się zająć dzieckiem. Nie obchodzi mnie, że myśli że dziecko wchodzi mi na głowę albo że je rozpieszczam. O tym jak wychowuję swoje dziecko mogę decydować jedynie JA i mój MĄŻ. Radę mogą dać najbliżsi, oni też czasami mogą zwrócić nam-rodzicom uwagę na rzeczy, których być może nie zauważyliśmy ale to tyle. Nikt poza Rodzicami nie ma prawa decydować o tym jak dziecko powinno być wychowywane, a już na pewno nie żadna całkowicie obca ciotka „dobra rada”.

Koniec. Kropka.

 

3 Comment

  1. alexanderkowo.pl says: Odpowiedz

    Tego się nie uniknie 🙂 Niestety!

  2. Ogólnie też mnie nie interesuje, aczkolwiek raz dostaliśmy dobrą poradę, ale była bardzo nie nachalna i od faceta, który okazał się lekarzem,

  3. Tak to już jest, że jeśli chodzi o dzieci to „ekspertów” na tym Świecie tłumy :).

Dodaj komentarz