Kryzysy małe i duże

005

Nie wiem jak Wy, ale ja od czasu do czasu przeżywam ze swoim Małym Dzidziulem kryzysy, bardzo różne od po prostu lekkiego zniecierpliwienia po zamknięcie się w łazience żeby policzyć do dziesięciu.

Ten tydzień dla mnie i dla Antoniny był tygodniem nieporozumień. Może nie każdego dnia ale przynajmniej w 2/3. Bunt, krzyk i rzucanie zabawkami. Słowo „nie” działało jak czerwona płachta na byka. Były prośby, czasem już z braku cierpliwości podniesiony ton a i tak niewiele się w tej materii zmieniło, poza moimi wewnętrznymi wyrzutami sumienia kiedy widziałam „podkówkę” na buzi mojego Dzidziula. Czemu Tosia była delikatnie rzecz ujmując tak zdenerwowana ? Sama chciałabym się dowiedzieć. Stawiam na kolejne zęby – tym razem o zgrozo trzonowe (!) ale to tylko domysły. No bo właśnie – rodzice nie zawsze w 100% rozszyfrują swoje dzieci. Będą robić wszystko co w swojej mocy ale póki Dzidziul nie mówi, jedynym narzędziem pozostaje nam obserwacja i to najlepiej ze stoickim spokojem, co jest tak trudne czasami, że aż prawie nie możliwe!

Po całym dniu takiego szaleju, jak uśpisz swojego Małego Stworka siadasz w kuchni i łapiesz nareszcie oddech przy kubku gorącej herbaty analizując cały dzień. Co poszło nie tak?, Na pewno nie chodziła głodna, brzuszek ją nie bolał bo wszystkie te sprawy poszły ok, spacer był, zabawy, czytanie, wścieki z tatą też – więc? Serio nie mam zielonego pojęcia. Można tylko zgadywać i gdybać. Ale tak sobie myślę, że kurcze Dziecko też człowiek i swoje humorki ma. Czy zawsze musi być jakaś konkretna przyczyna? Nie zawsze musi mieć przecież dobry dzień, grzecznie słuchać i się bawić. Ja też nie codziennie chodzę z uśmiechem od ucha do ucha. Trudno – tak to bywa. Nawet jak Tosia była niemowlakiem potrafiła płakać z niewiadomych przyczyn a ja siedziałam i szukałam usilnie przyczyny, żeby móc jej jakoś pomóc, płacząc często razem z nią z bezsilności i frustracji. Poza tym nie wierzę, że nie ma mamy, która po ludzku po prostu ma dość. Traci cierpliwość i czuje, że jeżeli to Maleństwo, które tak ogromnie kocha nie przestanie płakać (jak jest maleńkie) lub krzyczeć i robić sceny (z tą kwestą witamy się w około 12-14 miesiącu) to po prostu oszaleje, trzaśnie drzwiami i wyjdzie. Nienawidzę takiego stanu. To naprawdę jedno z najgorszych uczuć jakie może w nas zagościć. Po wielu obserwacjach siebie i Małej najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest po prostu zamknąć się na chwilę np. w łazience, policzyć do dziesięciu, wziąć głęboki oddech, spojrzeć na siebie w lustrze i samej sobie dodać otuchy. Może i głupio brzmi ale mi pomaga. Trwa to jakieś 15-20 sekund a wychodząc ponownie do rozgniewanego Malucha masz energię na kolejną próbę zmierzenia się z problemem i okiełznanie Małego Tornada.

Cóż nikt nie mówił, że będzie tylko łatwo i przyjemnie. Wychowanie daje czasami w kość, ale po burzy zawsze przecież wychodzi słońce! I tak na przykład dziś nie ma śladu po Tornadzie i cieszymy się cudowną oazą spokoju.

 

098

4 Comment

  1. Wychowanie to sztuka, wymaga cierpliwości i ogromnej miłości 🙂 A nagrodą zawsze jest uśmiech dziecka 🙂 Coś wspaniałego 🙂

  2. Wszystko zależy od spojrzenia – inaczej się czuję gdy widzę, że MI jest trudno z dzieckiem, a inaczej gdy DZIECKO ma trudność, a ja jestem obok. Chodzi mi o to, że dzieci zmagają się ze sobą, ze swoim rozwojem, który jest koszmarną pracą. I czasem właśnie jest im trudno, samym ze sobą. One nie robią nic wbrew nam. Zachowują się najlepiej jak są w stanie. Chyba zamotałam się trochę 😀

  3. Znam to – prośby, groźby a nawet niewychowawcze przekupstwo nie działają. Nie, to znaczy nie i koniec. Ale nikt przecież nie ma dobrego humoru przez cały czas. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość i przeczekać 🙂

  4. Właśnie o to chodzi, że my oczekujemy od dziecka, że zawsze będzie uśmiechnięte i zadowolone, a ono może mieć czasami goryszy dzień. Mi się zdarzają czasami takie dni, że jestem w gorszym nastroju i trudno powiedzieć dlaczego tak jest.

Dodaj komentarz