Stan nicnieróbstwa i nicniechcenia

Stwierdzam otwarcie, że deszcz to jeden z moich największych wrogów – i Dzidziula też. Długie jesienne dni, przeplatane totalną szarością i ciągłym deszczem przyprawiają Tosie o wszelkiej maści marudzenia i dokazywania a mnie o chęć albo trzaśnięcia drzwiami i ucieczki albo wejścia pod koc i nie wychodzenia do wiosny.

Po cudownym pełnym ciepła okresie wiosenno – letnim nastała jesień. W tym roku nie taka cudowna –  ze słońcem i pięknymi kolorami a szara, bura, zimna i deszczowa. Pogoda, podczas której nic się nie chce. Ale to tak totalnie. Bardzo łatwo popaść w stan nicnieróbstwa i nicniechcenia a to na pewno nie sprzyja nam Mamom i naszym Dzidziulom. Bo zasada jest jedna i bardzo prosta – jak nam się nie chce to i Brzdącom też. Niestety taka prawda. Nam musi się chcieć i nie dlatego, żeby sprostać jakimś ideom i próbować dążyć do perfekcji, oj nie. Po prostu dla spokojnej głowy i świętego spokoju, który objawia się w nie krzyczącym, spokojnym i nie nudzącym się Dzidziulu.

Razem z Tośką w deszczowe dni także wybieramy się na spacer. Wiadomo, że jak leje jak z cebra to byłby to totalny bezsens ale w czasie mżawki, czy lekkiego deszczyku – czemu nie? Podczas wiosny i lata tak bardzo uzależniłam się od kilkugodzinnych spacerów, że naprawdę żaden jakiś tam kapuśniaczek nie pokrzyżuje nam planów i wyruszamy w drogę opatulone, w kurtkach przeciwdeszczowych i pokrowcu na wózek. Gwarantuję, że godzinka takiego spacerku naprawdę dobrze zrobi każdemu. Dzidziul zadowolony i dotleniony a ja uspokojona i odprężona. Ale to tylko godzinka. Co z pozostałą częścią dnia?

Nic innego jak ZABAWA! O tak! Karmienie misiów, czytanie książek, układanie maskotek do snu, czesanie, rysowanie, zabawa kulkami, układanie klocków (nasze ulubione). Proponuję jednego dnia zrobić sobie totalne nicnieróbstwo i bawić się tak przez co najmniej pół dnia. Serio! 🙂 Przerobiłam to i naprawdę to fantastyczne rozwiązanie na takie ponure i nudne dni, kiedy Tobie Mamo nic się nie chce. Nie masz takiej możliwości bo zwsze jest coś do zrobiena? Rozumiem w zupełności i mówię nic straconego! W sumie sama też tylko raz i całkiem niedawno zrobiłam sobie taki chill, ale koniec końców w domu jest mnóstwo możliwości do wciągnięcia Dziecka w pożyteczną zabawę. A jak i tak za oknem leje to co mamy do stracenia?

Musisz ogarnąć mieszkanie, obiad ugotować i takie tam normalne codzienne rzeczy. No problem, bo przecież masz swoje super moce bo jesteś Mamą i z Dzieckiem dasz radę, ale możesz to sobie ułatwić przecież. Daj Dzidziulowi mopa albo zmiotkę i na bank będzie z nim latać po całym mieszkaniu. Gotujesz? Daj Dzidziulowi miseczki, drewniane łyżki, łopatki, plastikowe kubeczki i butelki. Niech razem z Tobą stworzy obiad. Przy okazji takiej zabawy, bardzo często Mała biega po swoje misie i je karmi. Ona ma przednią zabawę a ja gotuję obiad bez Brzdąca ciągnącego mnie za spódnicę albo spodnie. Możecie też z powodzeniem nastawić razem pranie! To ekstra zabawa bo powszechnie wiadomo, że dzieci UWIELBIAJĄ wysypywać rzeczy z pudełek, szuflad, szaf. Niech sobie wywali rzeczy z kosza na pranie i pomaga Ci segregować rzeczy. Potem podobna zabawa jest przy jego rozwieszaniu.. Dzieci mogą się naprawdę wiele rzeczy nauczyć jak codziennie obserwują swoich rodziców w akcji. Może teraz jakiś super rezultatów nie zobaczysz, ale jestem pewna, że w przyszłości chociaż trochę to zaowocuje. Dlatego razem z Dzidziulem odkurzamy, myjemy stoliki i szafki i ścielimy łóżka też. Może i faktycznie takie porządkowanie czy gotowanie trwa dłużej, ale myślę że warto, tym bardziej, że Dzieci mają przy tym ogrom zabawy i uczą się (choć na razie to raczej tylko obserwacje) podstawowych obowiązków domowych. Poza tym łączymy przyjemne z pożytecznym, czyż nie? 🙂

A Wy drogie mamy, ciocie, babcie macie jakieś magiczne sposoby na zabicie nudy i zajęcie czymś Dzidziula, żeby dzień nie minął na marudzeniu, płaczu i rzucaniu zabawkami? 🙂

 

019

 

011

2 Replies to “Stan nicnieróbstwa i nicniechcenia”

  1. Pomysłów na kreatywną i pożyteczną zabawę jest mnóstwo. Moim zdaniem wystarczy odrobina chęci. Niestety naszą narodową przywarą jest wieczne marudzenia. Najłatwiej jest powiedzieć, że jest się umęczoną dzieckiem i wcisnąć je komuś pod opiekę. Czasem trzeba tak zrobić, dla oczyszczenia umysłu, ale to jednak rodzic powinien spędzać z dzieckiem najwięcej czasu. Takie jest moje zdanie. Wtedy wiem, że daję dziecku to co najcenniejsze- czas, którego każdy ma za mało. Ja z moim synkiem robię wszystkie, te czynności, które opisałaś. Dodatkowo, często razem tańczymy i muzykujemy. Najpierw robiliśmy instrumenty muzyczne z puszek i butelek plastikowych (z przeróżnymi drobinakmi w środku, które dają różne dźwięki). Teraz gramy na nich, maszerujemy udając orkiestrę i po prostu dużo się śmiejemy! Wtedy zapominamy, że jest szaro i ponuro!

    1. Tańce i muzykowanie to zdecydowanie jedna z lepszych zabaw i u nas! 🙂

Dodaj komentarz